A A A

Praca zawodowa mężatek i matek

Życie rodzinne płynie nurtem codziennej pracy, wykonywanej głównie przez kobietę. Życie rodzinne służy ważnej funkcji urodzenia i wychowania człowieka, a także stworzenia mu warunków do regeneracji sił fizycznych i duchowych; za sprzyjającą wychowaniu i regenerowaniu sił atmosferę domu tradycja obdarzyła odpowiedzialnością również kobietę. Zdawałoby się, że lista obowiązków, do których wykonywania została „powołana" kobieta, została raz na zawsze zamknięta. Tak jednak nie jest. Współczesne czasy zmieniają rolę kobiety i stawiają przed nią nowe zadania. Czynnikiem, który wywołuje głęboką rewolucję w życłu rodzinnym, jest „wyjście z domu" mężatek i matek, podejmowanie przez nie pracy zawodowej. Wzrost aktywizacji zawodowej kobiet zamężnych i mających obowiązki rodzinne jest jednym z charakterystycznych procesów zachodzących w ostatnich kilkunastu latach w krajach uprzemysłowionych. W Polsce w 1960 r. większość (55%) kobiet pracujących poza rolnictwem była mężatkami. Prawie co druga (42%) mężatka wśród ludności nierolniczej pracowała zawodowo. Obciążenie kobiet obowiązkami rodzinnymi nie jest jednakowe; są wśród nich kobiety bezdzietne, są wielodzietne. Mężatka w wieku lat 40 lub więcej, która ma troje dzieci powyżej 16 lat, "jest oczywiście mniej obciążona niż np. 25-letnia matka dwojga dzieci w wieku niemowlęcym i przedszkolnym. Jednak spośród mężatek ma-jących dzieci pracowało w 1960 r. blisko 40%, przy czym najwyższy odsetek aktywnych zawodowo matek przypadał na kobiety w wieku do 29 lat, a więc mające małe dzieci. Po 1960 r. nastąpił dalszy wzrost aktywizacji zawodowej mężatek. Badanie ogólnopolskie przeprowadzone w Katedrze Socjologii Pracy Szkoły Głównej Planowania i Statystyki wykazało, że w r. 1967 spośród ogółu pracujących, zamieszkałych w miastach kobiet w wieku 21—51 lat mężatki stanowiły 75%. Dwie trzecie kobiet zamężnych w grupie wieku 21—51 lat zamieszkałych w miastach pracuje zawodowo. A więc można powiedzieć, że współcześnie pracownica — to przede wszystkim mężatka i prawie z reguły matka, zaś mężatka — to przeważnie także pracownica. Praca ma coraz bardziej stały charakter w życiu kobiet, także w tym okresie, kiedy nasilenie obowiązków rodzinnych i domowych jest największe. Wskazują-ha to wyniki badania socjologa Adama Kurzynowskiego nad ciągłością pracy zawodowej w związku z macierzyństwem. Okazuje się, że znaczna większość kobiet (70%) kontynuuje zatrudnienie po urlopie macierzyńskim, przy czym czynnikiem, który wyraźnie wpływa na powrót do pracy po urodzeniu dziecka, są kwalifikacje zawodowe: wśród matek mających ukończone wykształcenie średnie zawodowe — kontynuowało pracę ponad 86%. wśród tych, które miały wykształcenie najwyżej podstawowe — 60%. Ponieważ w szybkim' tempie wzrasta wykształcenie kobiet, należy się liczyć z tym, że praca poza domem będzie zjawiskiem o charakterze stałym w życiu coraz większej liczby mężatek i matek. Jeżeli w poprzednim dziesięcioleciu ołLrzymia większość kierowanych po raz pierwszy do pracy kobiet nie miała kwalifikacji — to w roku ubiegłym ponad 60% nowo zatrudnionych kobiet było absolwentkami zasadniczych, średnich i wyższych szkół zawodowych Co trzecia pracująca kobieta w Polsce ma dziś kwalifikacje zawodowe: wykształcenie zasadnicze, średnie zawodowe lub wyższe; są i takie działy gospodarki, w których kobiety stanowią większość pracowników wykwalifikowanych z wyższym wykształceniem —- jak np. ochrona zdrowia i opieka społeczna, gdzie kobiety stanowią blisko 57% pracowników z wyższym wykształceniem. Cytowane badanie nad ciągłością pracy kobiet po urodzeniu dziecka podważa dość rozpowszechnione jeszcze poglądy, że mężatki pracują głównie pod wpływem przymusu ekonomicznego. Okazuje się, że pracę najczęściej kontynuują te kobiety, które mają określone wykształcenie, przygotowanie i kwalifikacje zawodowe, zaś najczęściej przerywają pracę kobiety, które nie mają kwalifi-kacji zawodowych i które istotnie pracują tylko dla zarobku. Najsilniej są związane z zatrudnieniem kobiety wykształcone, mające konkretny zawód, które w związku z rodzajem wykonywanej przez siebie pracy uzyskują wyższe zarobki. Oczywiście kwestia bodźców ekonomicznych odgrywa istotną rolę, bo przecież każda praca zawodowa wykonywana jest dla zarobku, umożliwiającego wyższy standard życiowy, lecz coraz więcej kobiet zamężnych pracuje nie tylko ze względów zarobkowych, ale także dlatego, że praca zawodowa stanowi niezbędny element w ich życiu. Jest wewnętrzną i duchową potrzebą, jednym z podstawowych warunków satysfakcji i szczęścia, nie tylko środkiem do osiągania dóbr materialnych. Praca zawodowa kobiet zamężnych poza domem nie jest zjawiskiem nowym, istnieje od początków industrializacji. Do niedawna nie było to jednak zjawisko o charakterze masowym. Na początku wieku XX ograniczało się ono w zasadzie do dwóch środowisk: uboższej ludności robotniczej oraz nielicznej grupy kobiet wykształconych. W pierwszym przypadku zarobkowa rola kobiety była usprawiedliwiana jako wyraz smutnej konieczności, ostrego przymusu ekonomicznego. W drugim przypadku opinia społeczna zaczynała akceptować pracę kobiet samotnych, dla których zawód mógł stanowić pewien ekwiwalent braku własnego ogniska domowego, męża i dzieci. Wychodząc z założenia, iż kobieta musi dokonać wyboru: albo małżeństwo, albo praca zawodowa, „emancypantki" pozostawały w stanie niezamężnym. Zjawiskiem nowym jest fakt, że rozpowszechnieniu się aktywizacji zawodowej kobiet towarzyszy rosnące społeczne uznanie dla za-wodowej roli kobiety zamężnej. Komentując to zjawisko socjolog Jerzy Piotrowski stwierdza, że kobiety pracujące zawodowo traktują swoje zajęcie jako rzecz naturalną, nie wymagającą tłumaczenia czy usprawiedliwienia. To właśnie kobiety nie pracujące usprawiedliwiają się ze swej bierności zawodowej i boleją nad tym, że nie mogą pracować. Przykładem przemiany postaw, jaka występuje w tym zakresie wśród kobiet zamężnych, może być wypowiedź w ankiecie prasowej (oznaczona literami E.J., pedagog), w której matka dorosłej córki ciepło opisuje swoje z nią stosunki, dające szczęście obu stronom: „Czy to dar z nieba? Wyjątkowe dziecko? Cukierkowaty charakter? Broń Boże! Jest rogata i zadziorna, samodzielna i uparta, zapracowana i warkliwa w godzinach zmęczenia. Jako dziecko niesłychanie żywa i wścibska, jako młoda dziewczyna — ryzy kancka, aktywna w każdym środowisku aż do guzów włącznie. I to pó dziś dzień Skąd ta słodycz dla mnie? Ta troska o mnie? Czy byłam niezwykłą matką? Poświęcającą sie i świętą? Nic podobnego! Wręcz przeciwnie. Cale moje życie było (i jest) zaprzeczeniem tego, co zwykło się cenić, jako cnoty „świętego macierzyństwa". I o tym właśnie chcę pisać, by inne matki prze-myślały, czy nie powinny by zrewidować tradycyjnych, utartych pojęć z tej dziedziny. Po pierwsze — wbrew temu co się po-kątnie stęka i o co się „dzisiejsze czasy" obwinia — pracowałam zawodowo. Pracę swą uważałam (i uważam) za pierwsze zadanie w moim życiu, rodzinę zaś — za osobisty dodatek do szczęścia i za osobisty ciężar do dźwigania Byłam zawsze dla córki kimś, kimś ciekawym, interesującym człowiekiem, który ma coś do zrobienia w tyciu, nie tylko nianią do ucierania noska. Moim zdaniem wszystkie matki powinny pracować zawodowo, zasadniczo powinny pracować (pomijam sprawę krótkich przerw przy niepomyślnym układzie rodzinnym, kiedy ktoś koniecznie musi być w domu — choroba, niemowlęctwo). Matki powinny wnosić do domu powiew szerszych, ogólniejszych zainteresowań, by móc w oczach dzieci, zwłaszcza dorastających, być kimś godnym dzielenia się myślami, kimś godnym rozmowy, dyskusji, sporu, wreszcie — zaufania. Interesujący może być tylko człowiek mający zainteresowania, a rola gospodyni domowej, niestety, zbyt często powoduje ograniczenie świata do czterech ścian kuchni czy mieszkania". Oczywiście nie wszystkie sytuacje układają się tak jak powyższa. Gdyby uszeregować je na jakiejś teoretycznej skali, przytoczona wypowiedź znalazłaby się na jednym krańcu, podczas gdy na krańcu przeciwnym mogłyby się np. znaleźć wypowiedzi kobiet, zamieszczone w znanej książce amerykańskiego psychologa Betty Friedan (matki trojga dzieci), poświęconej narastającemu w Sta-nach Zjednoczonych problemowi pustki, beznadziejności i rozgoryczenia nie pracujących kobiet zamężnych, należących do najliczniejszej w USA „klasy średniej". Co właściwie dolega współczesnej amerykańskiej kobiecie? W r. 1960 prasa poruszyła wreszcie ten problem i zaczęła pisać o „gospodyni złapanej w pułapkę". Wiele młodych kobiet, choć oczywiście nie wszystkie, które dzięki wyższym studiom miały szansę wejścia w świat intelektu, dusi się w domu. Zbyt duża jest rozpiętość między tym co robią a wykształceniem, jakie zdobyły. Niektórzy spece całkiem serio wysunęli propozycję zamknięcia bram uniwersyteckich przed kobietami; uniwersytety i tak borykają się z trudnościami, po cóż więc trwonić siły na kształcenie gospodyń, lepiej skupić się na przysposobieniu młodych mężczyzn do obowiązków, jakie na nich nakłada era atomu. Przedstawiony tu problem brzmi niemal humorystycznie w naszym społeczeństwie. Jak wiadomo, wykształcenie i kwalifikacje zawodowe dziewcząt i kobiet w Polsce rosną w szybkim tempie. Nie jest prawdopodobne, żeby proces ten się zahamował, żeby nie wzrastał poziom wykształcenia całego społeczeństwa, mężczyzn i kobiet. Wykształcenie jest czynnikiem sprzyjającym pracy zawodo-wej. Kobiety wykształcone chcą wykonywać swój zawód i one będą prawdopodobnie coraz częstszym „modelem" kształtującym zachowanie się kobiet w ogóle. Wydaje się, że wzrost postępu technicznego przyniesie dalsze ułatwienie zarówno w pracy zawodowej, jak i w prowadzeniu gospodarstwa domowego, że rozwój urządzeń socjalnych i usług odciąży rodzinę, a przede wszystkim kobietę, od wielu dotychczas wykonywanych zajęć i zaoszczędzi czas, że popularyzacja wiedzy o planowaniu rodziny, o świadomym macierzyństwie i świadomym ojcostwie, wpłynie na lepszą harmonizację życia rodzinnego. Wszystkie te czynniki będą prawdopodobnie sprzyjać coraz większemu rozpowszechnianiu się w naszym społeczeństwie wzorca żony i matki pracującej zawodowo. Lecz taki wzorzec nie jest jeszcze dostatecznie przystosowany do istniejących w społeczeństwie systemów wartości. Nawet w tych samych małżeństwach i u tych samych osób spotyka się rozbieżne i ambiwalentne pojęcia, postawy i opinie. I tak na przykład zapytywani mężowie, co sądzą o pracy żon, często wypowiadają się za modelem rodźmy, w której zarabiać powinien tylko mąż; odpowiedzi takie przeważają nawet w środowisku robotników łódzkich, gdzie większość żon pracuje. Charakterystyczną cechą tych wypowiedzi jest jednak ich niekonsekwencja: rozważając problem nie od strony osobistej, lecz ogólnospołecznej, mężczyźni aprobują pracę zawodową kobiet, także kobiet zamężnych (oprócz pracy matek posiadających małe dzieci), przy czym niemal wszys-cy rozpatrują przyszłość swoich córek w kategoriach określonych zawodów, nie zaś w kategorii żony i matki. Na razie jednak tkwiące w wielu umysłach wyobrażenie o stereotypowej rodzinie, w której mąż pracuje zarobkowo, a żona wychowuje dzieci i prowadzi dom, jest źródłem wielu konfliktów między małżonkami. Rodzą się one na tle rozmaitego ujmowania i wykonywania społecznych ról męża i żony przez każdego z nich. W obrazie roli żony — inaczej niż w obrazie roli męża — na ogół nie wiąże się zawodowej i rodzinno-domowej funkcji w jedną całość. Jerzy Piotrowski twierdzi, że nie czynią tego same kobiety, wiele z nich traktuje dom i pracę jako dwa niezależne, odrębne, nie powiązane wzajemnie układy w ich świecie przeżyć i działalności, bez dostatecznie jasnego uświadomienia sobie nieuchronnych zależności tych dwóch układów i niezbędnego ich zharmonizowania w obrazie własnej osobowości. Ciągle więc jeszcze role kobiety — domowa i zawodowa — nie są do siebie należycie „dopasowane" i zintegrowane, nie są należycie rozwinięte, a pojęcia i urządzenia społeczne nie są do nich przystosowane. W niektórych środowiskach ciągle jeszcze uważa się, że przed kobietą stoją dwie, wzajemnie wykluczające się drogi: zawód lub rodzina; jeśli się chce osiągnąć powodzenie w jednym — trzeba zrezygnować z drugiego. W wyobrażeniach o „kobiecej" karierze u niektórych młodych dziewcząt ciągle jeszcze żyje mit „królewicza", któ-py może zapewnić życie oglądane na niektórych filmach z Hollywood. Praca zawodowa jest czymś pomocnym i przejściowym — do spotkania królewicza. Stopniowo ustępuje on w marzeniach dobremu, dobrze zarabiającemu mężowi, a potem po prostu mężowi, który może wyrwać z niewoli przymusowej, tymczasowej, nieważnej pracy i zapewnić poczucie wolności i swobody we własnym domu. A potem, w miarę trwania małżeństwa kobieta zaczyna coraz wyraźniej dostrzegać cztery ściany tego domu i beznadziejność życia „przy garach". Może ją od tego wyzwolić praca poza domem. Pragnienia ześrodkowują się więc na takiej pracy. Oto co piszą na te tematy A, Myrdal i V. Klein, autorki klasycznej już książki: „Dwie role kobiety: dom i praca" „W okresie ostatniego pokolenia zaszły interesujące przesunięcia w zakresie kobiecego niezadowolenia. Poprzednia zazdrość kobiet w stosunku do mężczyzn, niewątpliwie silna w okresie wczesnych ruchów feministycznych, zmieniła się w zazdrość jednej grupy kobiet w stosunku do drugiej grupy kobiety pracujące zazdroszczą nie pracującym wolności i swobody w układaniu sobie planów dnia i wykonywania różnych zajęć. Nie pracujące zazdroszczą pracującym niezależności ekonomicznej, kontaktów z ludźmi i poczucia celowości życia. Jest to skutek obecnego etapu „emancypacji", na którym niełatwo żyją obok siebie ramię w ramię dwa różne wzory kobiet, dwie odrębne drogi życia". Matki pracujące zawodowo nierzadko cierpią na kompleks winy. Uważają, że pracując krzywdzą rodzinę, zwłaszcza jeśli mąż nie akceptuje wewnętrznie pracy żony i uważa jej „wyjście z domu" za przyczynę trudności z wychowaniem dzieci. Kiedy matka idzie do pracy, niewątpliwie zmienia się oddziaływanie domu na dziecko. Wpływ domu jest istotnym czynnikiem w kształtowaniu osobowości dziecka. Z dotychczasowych, nielicznych zresztą, badań poświęconych związkom między pracą zawodową matki a rozwojem dziecka (mowa o dziecku w wieku ponad 3 lata) nie wynika, że praca zawodowa matek wywiera jakiś bezpośredni, ujemny wpływ w tym zakresie. Przeciwnie. Wyniki badań przeprowadzonych m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii, Danii i Stanach Zjednoczonych wykazują, że dzieci matek pracujących zawodowo uczą się lepiej, są inteligentniejsze, bardziej zaradne, bardziej odpowiedzialne, mniej rozpieszczone niż dzieci matek nie pracujących. Nie stwierdzono, aby więcej objawów zaniedbania moralnego wykazywały dzieci matek, które pracują poza domem. Mniej jest wśród nich dzieci tzw. trudnych; może dlatego, że takie matki umieją panować nad swoimi problemami i bardziej zdrowo oceniać sytuację. Badanie socjologa Piotra Kryczki pt. „Rodzina a problem wykolejenia i reedukacji nieletnich przestępców" wykazało, że nawet w rodzinach niepełnych, w rodzinach samotnych matsk, „praca zawodowa samotnej matki nie ma wpływu negatywnego na proces reedukcji, jeśli między matka a nieletnim istnieje poczucie wewnętrznej łączności i zrozumienia". Autor uważa, że wyniki jego badania wyraźnie wskazują, iż „nawet stalą praca poza domem-(samotnych matek — M.S.) nie odbija się w sposób trwały niekorzystnie na nieletnich. Co więcej, fakt, że właśnie u większości niepoprawnych matki albo pracowały tylko dorywczo, albo wcale nie pracowały, świadczy, iż przyczyn wykolejenia należy szukać w samej postawie matek, ich właściwościach psychicznych, które nie pozwoliły nawiązać bliższych kontaktów z dzieckiem". Inny problem przedstawia małe dziecko. Opinia znacznej większości lekarzy i psychologów jest zgodna co do tego, że co najmniej w pierwszym roku życia dziecka matka powinna być przy nim stale. Inaczej mówiąc, matka powinna co najmniej na rok przerwać zatrudnienie. Ważnym krokiem w realizacji tego postulatu, w polityce socjalnej na rzecz rodziny, jest powzięta w maju 1988 r. uchwała Ra*dy Ministrów o rocznych bezpłatnych urlopach dla matek pracujących: urlop taki może być wykorzystywany do chwili ukończenia przez dziecko 2 lat. Inne rozwiązanie mógłby przedstawiać dobry żłobek dzienny, a w niektórych sytuacjach nawet i tygodniowy. (Podkreślamy słowo „dobry"; jak wiadomo większość obecnych żłobków nie spełnia tego warunku). Niektórzy lekarze i psychologowie, nie mając wątpliwości co do tego, że małe dziecko wymaga odpowiedniego klimatu, zapewniającego ciepło i poczucie bezpieczeństwa, wyrażają równocześnie opinię, że klimat taki niekoniecznie musi stwarzać sama matka. Niekoniecznie matka musi spędzać 24 godziny na dobę przy dziecku i mieć poczucie winy, o ile tego nie robi. Może być kilka osób, należących do najbliższego kręgu dziecka, otaczających je czułą opieką i darzonych przez nie ciepłym uczuciem, np. matka, ojciec i opiekunka w żłobku. Dlaczego dziecko ma się przywiązać wyłącznie do matki? Są to zagadnienia jeszcze stosunkowo mało zbadane i znane. Nie ulega jednak wątpliwości, że nie wszystkie domy rodzinne mogą zapewnić dziecku jednakowo dobrą opiekę. „Doniosłe znaczenie — pisze socjolog Zofia Nowak — mają tu takie fakty, jak to, czy rodzina jest pełna, czy rozbita, czy dziecko było pożądane, czy też „nie chciane" i ciążące rodzicom. Gdy np. rodzice odczuwają jedynie ciężar odpowiedzialności za wychowanie dziecka, nie może ono czuć się pewne siebie i szczęśliwe, ani bezpieczne. W rodzinie bardzo licznej grozi dziecku brak kontaktu z dorosłymi, a co za tym idzie — zaniedbanie i brak możliwości za-spokojenia podstawowych potrzeb materialnych i uczuciowych. Dziecko, które nigdy nie zaznało uczucia ze strony ojca lub zgoła nie znało ojca, może wyrosnąć na człowieka niezdolnego do okazywania uczuć ojcowskich. Sytuacja, w której rodzice nie są zgodni co do metod wychowawczych, w której każde z nich stara się różnie i po swojemu rozwiązywać problemy wychowawcze, jest bar-dziej szkodliwa dla dziecka od całkowitego braku troski wychowawczej". Badanie tej autorki, przeprowadzone w żłobkach warszawskich, ujawnia, że wiedza i kultura wychowawacza młodych matek i ojców jest raczej niska, przy czym nie ma na to wpływu cenzus naukowy rodziców (C0°/o matek objętych badaniem legitymowało się wykształceniem średnim lub wyższym). „Żaden z rozmówców nie wymienił lektury z dziedziny psychologii i pedagogiki małego dziecka. Matki i ojcowie są przekonani, że ich wiedza pedagogiczna rozwija się równolegle z rozwojem dziecka, i że w wychowaniu liczy się tylko praktyka, tj. własne doświadczenia." Na ogół nie zwraca się uwagi na rozwój psychiczny dziecka, na świadome i celowe zabiegi wychowawcze, uważając obowiązek za spełniony, o ile dziecko jest syte, myte i wietrzone. Kobiety zamężne i matki są w zatrudnieniu pracownikami bardziej „kłopotliwymi" niż mężczyźni i kobiety samotne. Okresy ciąży i połogów wymagają przerwania pracy co najmniej na kilka miesięcy, karmienie dziecka sprawia, że matka przerywa pracę w ciągu dnia, potrzeby dzieci małych i starszych raz po raz odrywają matkę z pracy itd. Te powszechnie znane problemy były do niedawna traktowane jako „sprawy kobiece". Artykuły w prasie biły na alarm: „pomóżcie kobiecie!" Utarło się powiedzenie o „ułatwianiu życia" pracującej kobiecie. Obecnie coraz częściej mówi się o konieczności rozwoju odpowiednich urządzeń społecznych, o potrzebie reorganizacji róż-nych dziedzin życia społecznego, o niezbędności dopasowania dotychczasowych instytucji do nowej sytuacji. Mianowicie do upowszechniającej się pracy zawodowej kobiet zamężnych, z czym wiąże się niemal powszechne łączenie przez kobiety funkcji macierzyńskich z funkcjami zawodowymi. Owe potrzebne urządzenia nie zastępowałyby rodziny, lecz ułatwiałyby przystosowanie się do nowej sytuacji. W swym dotychczasowym rozwoju rodzina wykazała dużą plastyczność. Podobnie jak przy-stosowała się do zmian w stosunkach pracy wywołanych przez rewolucję przemysłową, prawdopodobnie przystosuje się do współczesnej rewolucji w zatrudnieniu. Dla należytego zrozumienia potrzeb społecznych związanych z pracą zawodową kobiet zamężnych brakuje jeszcze wiedzy o wielu przejawach tego procesu i towarzyszących mu zjawiskach. Wiedzy tej może dostarczyć współpraca przedstawicieli wielu specjalności, naukowców i praktyków. Trzeba poznać i zrozumieć źródła szczególnej sytuacji zawodowej kobiet, jej biopsychiczne, kulturowe i sytuacyjne uwarunkowanie, aby móc sensownie planować.