A A A

Błędy w pielęgnowaniu dziecka

Omówiliśmy podstawTowe zasady pielęgnowania noworodków i niemowląt. Teraz musimy zastanowić się nad najczęściej popełnianymi błędami w pielęgnowaniu dziecka. Matki na ogół nie zastanawiają się nad przyczyną krzyku dziecka i reagują nań natychmiastowym podaniem pokarmu albo noszeniem dziecka na ręku. A przecież dziecko może krzyczeć z różnych powodów. Dziecko krzyczy przede wszystkim wtedy, gdy ma mokre pieluszki, ponieważ mocz drażni jego delikatną skórę. Trzeba wtedy dziecko natychmiast rozwinąć, podmyć, zapudrowrać i zawinąć w czyste i suche pieluszki. Dziecko krzyczy również, gdy ma boleśnie odparzone pośladki. W takim przypadku należy po-śladki wietrzyć, dziecko utrzymywać czysto, oliwić odparzone miejsca i często zmieniać pieluszki. Dziecko również jest niespokojne i płacze, gdy ma bóle brzuszka, spowodowane gazami. Matka, przyglądając się dziecku uważnie, na pewno zauważy, że w czasie płaczu kurczy ono nóżki i przyciąga je do brzuszka. Niestety, matki najczęściej sadzą, że dziecko płacze z głodu i by je uspokoić, podają mu pierś, nie przestrzegając godzin karmienia, co sprawę jeszcze pogarsza. Podawanie pokarmu doprowadza do jeszcze większego wzdęcia brzuszka, do gromadzenia się większej ilości gazów, a tym samym do gwałtowniejszego bólu i krzyku dziecka. Chwilowe uspokojenie się dziecka w czasie karmienia wprowadza matkę w błąd, sądzi ona bowiem, że właśnie głód był przyczyną krzyku. Tymczasem po paru minutach dziecko krzyczy jeszcze gwałtowniej, jest coraz bardziej niespokojne. Trzeba wtedy na odwrót dać dziecku odpocząć od jedzenia i położyć je na brzuszku, co powoduje łatwiejsze odejście gazów. Bardzo często zdarza się, że matka nie mogąc uspokoić dziecka częstym karmieniem, zaczyna je nosić, bujać lub wozić, co wprawdzie na parę minut uspokaja dziecko, ale, po pierwsze, powoduje przyzwyczajenie dziecka do noszenia i bujania. Staje się to wkrótce męczarnią dla całej rodziny, gdyż dziecko bez przerwy domaga się noszenia, kołysania i huśtania, a po drugie jest szkodliwe dla dziecka, któremu w tym czasie potrzebny jest właśnie spokój. Czasem matki, chcąc uspokoić dziecko, kładą mu na brzuszek okład ze spirytusu. Dziecko wdychając opary spirytusu, upija się nimi i zasypia. To upojenie spirytusem nie jest bez znaczenia dla organizmu dziecięcego. Jest ono tak samo szkodliwe jak dawanie starszym dzieciom do picia wódki i innych napojów alkoholowych. Bardzo rozpowszechnionym sposobem uspokajania dziecka jest podawanie smoczka do ssania. Jeszcze dziś zdarza się, że matki nasypują cukru do smoczka, zachęcając w ten sposób dzieci do energiczniejszego ssania. Wszystkie matki powinny wiedzieć, że podawanie smoczka z cukrem jest bardzo szkodliwe, bo przy stałym trzymaniu smoczka w buzi rozwija się w jamie ustnej grzybek, zwany pleśniawka, jak również przez ssanie cukru dziecko traci apetyt i nie chce ssać piersi, ani też spożywać pokarmów mniej słodkich. Najczęściej jednak widujemy dzieci z pustymi smoczkami. Jest to również zły i niepotrzebny zwyczaj, gdyż smoczek często wypada dziecku z buzi na podłogę czy na ziemię. Matka w najlepszym razie opłukuje go w wodzie, przeważnie wyciera chusteczką, fartuchem czy rękawem, a nawet zdarza się, że bierze go do własnych ust „myjąc" go własną śliną. Nie trzeba chyba przekonywać, że w ten sposób można zarazić dziecko różnymi chorobami zakaźnymi. Dzieciom, które ssą smoczki (1—2 lata), często wyrastają krzywe mleczne ząbki, łatwiej ulegające próchnicy. Często matki pytają lekarza, czy powodem skrzywienia kręgosłupa dziecka, niekształtnej klatki piersiowej lub krótszej nóżki jest „usunięcie" lub „przełamanie". W ten sposób matki tłumaczą sobie wiele poważnych chorób, jak np. zmiany krzywicze w kręgosłupie, w klatce piersiowej i nogach, garby na tle gruźliczym lub wady wrodzone, na przykład wrodzone zwichnięcie stawu biodrowego. Wiedząc, że lekarze zaprzeczają istnieniu „usunięć" lub „przełamali", udają się do „doświadczonych" babek, które „na-stawiają" przez tak zwane mierzenie. Robią to w ten sposób, że energicznie zginają prawą nóżkę i lewą rączkę lub lewą różkę i prawą rączkę i usiłują je ze sobą zetknąć. Przy tego rodzaju gwałtownych zabiegach rzeczywiście może nastąpić złamanie rączki czy nóżki, co często się zdarza; dzieci takie muszą być potem leczone w szpitalach. Matki powinny pamiętać, że nie ma żadnych „usunięć" czy „przełamań". Mogą być tylko wrodzone zwichnięcia stawów biodrowych, może być złamanie kości na skutek uderzenia się, upadku dziecka lub gwałtownego pociągania za rączkę. Stany te łatwo można sprawdzić, robiąc prześwietlenie czy zdjęcie rentgenowski, a potem należy właściwie leczyć. Jeszcze jednym rozpowszechnionym wśród matek przesądem jest przekonanie o konieczności podcinania języka, który jest jakoby „przyrośnięty". Niektóre dzieci mają krótkie wędzidełko (cienka błonka łącząca język z dnem jamy ustnej) i matce wydaje się, że dziecko z tego powodu będzie źle ssać, a w późniejszym wieku źle mówić i seplenić. Gdy tylko matki zauważą, że wędzidełko jest krótkie, domagają się podcięcia go. Jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż wędzidełko samo stopniowo wyciąga się, a dziecko źle ssie na pewno z innego powodu. Najwięcej, jak wiadomo, na świecie jest lekarzy. Każdy jest po troszku lekarzem, każdy chce stosować leki i zabiegi, które w jego mniemaniu doskonale leczą właśnie to schorzenie. Niestety, wszyscy ci „lekarze" nie znają ani przyczyn chorób, ani ich przebiegu, a co najgorsze — nie wiedzą, jakie szkody może spowodować błędne zastosowanie jakiegoś leku czy zabiegu. Wśród matek rozpowszechniony jest pogląd, że gdy dziecko ma gorączkę, należy przede wszystkim oczyścić żołądek, a więc dać mu olej rycynowy lub proszek troisty. Wysoka temperatura niekoniecznie i nie zawsze musi być spowodowana zaburzeniami trawienia. Podawanie proszku troistego lub oleju rycynowego często pogarsza stan dziecka powodując podrażnienie żołądka i jelit, a także może doprowadzić do ciężkich powikłań, na przykład w przypadku zapalenia wyrostka robaczkowego, zwanego zapaleniem ślepej kiszki. Wiele matek w razie choroby dziecka podaje mu bez zastanowienia różne leki, które np. dziecku sąsiadki „tak samo chorującemu" bardzo pomogły. Jest to wielki błąd, matka nie wie przecież, co dziecku dolega, na co ono choruje, i stosuje lek, który może mu zaszkodzić. Trzeba tu również podkreślić, że rozpowszechnione dziś stosowanie „na własną rękę" penicyliny przy każdej cho robie przynosi dziecku więcej szkody niż korzyści, bo w przypadku istotnej potrzeby zastosowania penicyliny nie działa ona już na organizm dziecięcy, odporny na ten lek na skutek częstego stosowania. Nierozsądne zapuszczanie kropel z penicyliną do nosa przy zwykłym katarze może doprowadzić do tego, że penicylina nie wywrze już spodziewanego skutku np. w zapaleniu płuc. Matka może i powinna podawać dziecku lek tylko wówczas, gdy jest on przepisany przez lekarza, który po uprzednim zbadaniu dziecka i ustaleniu diagnozy poucza, w jaki sposób i ile razy dziennie należy dany lek podawać. Samowolne leczenie dziecka jest niedopuszczalne.